14th Warmia Underground Live Night – December Party czyli raz punkiem raz rockiem mainstreamową hołotę.

Tekst: Mgr inż. Maciej „Adaś” Pancer
Rock’n'rollowe spotkania pod szyldem Warmia Underground Live Night odbywają się już czwarty rok. W minioną sobotę odbył się czternasty koncert tego cyklu. W zadymionej według najlepszych tradycji sali koncertowej olsztyńskiego pubu ”Beczka” bawiła się spora grupa młodzieży w przeróżnym wieku. Na podziemnej scenie grały i śpiewały cztery zespoły zupełnie do siebie niepodobne.
Jako pierwszy na scenie pojawił się zespół Drop Shot. Dżentelmeni z zadbanymi fryzurami nie mieli problemów z przekonaniem do siebie odbiorców. Zagrali radośnie, melodyjnie i punkowo. Muzycy nie odżegnują się od amerykańskich wzorców, choć nie lekceważą brytyjskiej tradycji buntowników lat sześćdziesiątych: nutkę The Who i The Kinks dało się bez trudu wysłyszeć. Pięćdziesięciominutowy set wykonano sprawnie i strawnie. Na bis zabrzmiało „When I Come Around” Green Daya. Jak się okazało piosenka nagrana w roku 1993 jest dwa lata starsza od członków kwartetu (średnia wieku 16 lat). Energia młodości i szacunek dla korzeni połączyły się w dobrych proporcjach. Serce rośnie.
Chwilę potem słuchacze doznali nieco innego rodzaju pozytywnych wrażeń. Prezentująca się na scenie formacja Staszki powstała kilkanaście tygodni temu. Owoc jamowych poszukiwań artystów spotykających się w olsztyńskiej Pozytywce przybrał uporządkowaną, bardziej zdyscyplinowaną postać. Puzon, trąbka i saksofon sopranowy z towarzyszeniem sekcji rytmicznej stworzyły sprawną, funkującą maszynę rytmiczno-melodyczną. Brak instrumentów harmonicznych dał muzykom swobodę i przestrzeń. Transowe riffy instrumentów dętych wsparte gęstym podkładem perkusji i gitary basowej intrygująco kontrastowały z rozbudowanymi partiami solowymi. Słychać było jak zaprawieni w bojach instrumentaliści z radością odrzucają bagaż doświadczeń i oddają się temu, co dzieje się tu i teraz. Publiczność nie miała wyboru: pląsy i tańce w parach trwały od pierwszych taktów występu.
Zabawa przybrała na intensywności gdy tylko na scenie pojawili się następni wykonawcy. Zespół Fajrant wykrzesał moc z każdego obecnego, choćby ciałem, uczestnika spotkania. Załoga z olsztyńskich Nagórek jest w trakcie nagrywania oficjalnego materiału i reprezentuje szczytową formę. Punkowa lokomotywa śmigała niczym Przewozy Regionalne na trasie Tokio-Osaka. Każdy z muzyków był świadom swojej roli w składzie, a wzajemne zrozumienie zaowocowało doskonałym zgraniem. Podłoga drżała od stukotu kół. Wesoły konduktor Eros z mikrofonem w reku i filozoficzną myślą w głowie wykładał zachwyconym pasażerom prawdę o swobodzie bez agresji. Posiadacze miejscówek odpowiedzieli rzetelnym pogowaniem – po chwili okazało się że niektórzy mają wykupione kuszetki. Minister Transportu zachęca: kiedy ten pociąg będzie przejeżdżał przez waszą miejscowość koniecznie bądźcie na peronie i sypcie pod jego koła płatki wonnego kwiecia.
Imprezę zamknął koncert grupy Echoes Of Eon. Po raz kolejny zmienił się nastrój na scenie. Pochodzący z Dobrego Miasta wykonawcy zagrali nowoczesną, niełatwą muzykę. Mocne, melodyjne riffy przeplatały się z przestrzennymi, silnie zmodyfikowanymi brzeniami gitar. Obrazu dopełniała dynamiczna i pomysłowa sekcja rytmiczna. Jako inspirację muzycy określają dorobek Tides From Nebula, Toola i innych zespołów spod znaku nowoczesnego progresywnego rocka. Nie mają żadnych trudności z obsługą swoich instrumentów: długie i skomplikowane aranżacje grali pewnie i z polotem. W ponadgodzinnym secie mimo to nie brakowało improwizacji i swoistego luzu. Prawdziwą sztuką jest wykrzesanie nutki scenicznej spontaniczności przy jednoczesnym zachowaniu niezbędnej dyscypliny. Echoes Of Eon pokazali że pierwszy człon nazwy zespołu jest jak najbardziej na miejscu: chwilami zauważalny był unoszący się nad sceną duch starego dobrego Floyda.

Impreza Warmińskiego Podziemia była udana pod każdym względem. Muzycy i pracownicy pubu byli zachwyceni frekwencją, a także spokojną i bezkonfliktową zabawą. Starsi uczestnicy z rozrzewnieniem smakowali przyjazny klimat porównując go do atmosfery spotkań w legendarnych klubach From i Masarnia. Uroczym nawiązaniem do tradycji była awaria nagłośnienia, która spowodowała opóźnienie koncertu o ponad godzinę. Publiczność wyrozumiale potraktowała tę niedogodność wykorzystując czas na integrację przy barze.
Mgr inż. Maciej „Adaś” Pancer
fot.: arch. redakcji
Podobne artykuły:
- Namaste India – Wystawa fotografii z wyprawy do Indii Toma Rusaka
- Koncert charytatywny
- Muzyka z Filmowych Przebojów
- Olsztyńskie Dobranocki Bluesowe
- Kino nieme z muzyką na żywo
- Podróżnicze Poniedziałki w Pozytywce
- Olsztyńska Orkiestra Wczorajszego Fasonu gra w Brukseli
- Konkurs – koncert „W górach jest wszystko co kocham”
- Koncert „W górach jest wszystko co kocham” – 19.12.2011
- „Diva for rent”







